Na zdjęciach rodzina Wydrów: Stanisław i Zofia oraz sąsiedzi i bliscy: Józef i Agata Pachowicz, Katarzyna Giza, Pani Władzia Gut z Krakowa z małym synem Maćkiem. Przy mendlu stoi Stanisław Wydra ze swoim synem Stanisławem. Jak napisał Pan Wiesław Sędzik, rodzina Gutów „przyjeżdżała na wakacje do dziadków i tak się zaprzyjaźnili, że byli traktowani jak rodzina”. Nie wszystkich udało się dzisiaj rozpoznać. Oryginalne fotografie są już mocno rozmazane.
Niby zwykłe żniwa, a jednak kiedy patrzę na te fotografie, od razu czuję tamten lipiec. Choć mendle pamiętam raczej ze zdjęć, to sianokosy i żniwa nie były mi obce. Upał, suche źdźbła, ręce i nogi podrapane od słomy, grabie, praca, której nie dało się przełożyć „na później” i ten zapach…
Dzisiaj za oknami mamy podobny lipiec. Niektóre pola w dolinie Łososiny, także niedaleko mojego domu, są już dawno skoszone i zebrane.
Dawniej żniwa nie były tylko pracą. One nadawały rytm całemu latu. Najpierw koszenie, wiązanie snopów, ustawianie ich w mendle albo kopy, suszenie, zwózka do stodoły i później młócenie. Słowo „mendel” nie wzięło się znikąd oznaczało zwykle 15 sztuk, czyli ćwierć kopy, a kopa to 60. Dzisiaj dla niektórych dziwnie to brzmi, ale kiedyś każdy wiedział, ile stoi na zagonie.
W czasach przed kombajnami do pracy szło się wcześnie rano, często jeszcze z rosą. Kosiarze ustawiali się w szeregu i szli przez pole równym rytmem. A po wszystkim przychodził czas dożynek, czas podziękowania za plon i za chleb.
Na tych zdjęciach nie ma wielkiej historii. Jest za to coś chyba ważniejszego: zwykli ludzie w środku zwykłej pracy. Rodzina, sąsiedzi i codzienność.
I właśnie dlatego te fotografie są tak dobre.
Wiele osób obserwujących profil na pewno pamięta jeszcze tamte czasy: ręczną pracę przy żniwach i sianokosach, całymi rodzinami, razem z sąsiadami. Dzisiaj u nas, jutro u was.





